Dagonfly


Raczki Chmury D


Drzwi zatrzasnęły się z hukiem i otworzyć się już nie chciały. Akurat Tego Dnia! Dla ścisłości: drzwi oddzielające przedpokój z tak zwaną, jak to Babcia mówi, laubą (kurcze, jak to się mówi nie po śląsku - szukam w Internecie... o mam! - sień, ganek). No, także te właśnie drzwi za laubą mi się zatrzasnęły. Na amen. A ja zostałam w tej laubie i nie umiałam się dostać z powrotem do domu, bo gałka po mojej stronie drzwi nie raczyła nawet drgnąć. Byłam już spóźniona, a czegoś zapomniałam (nie mam już teraz pojęcia czego), więc nerwowo przebierałam nogami, aż w końcu grzmotnęłam w te drzwi ramieniem, myśląc, że jak grzmotnę z impetem to z nimi wygram.
Oj.

 

Drzwi jak były zamknięte, tak były zamknięte. Tyle tylko, że wybiłam w nich szybę. Dzięki temu mogłam przełożyć rękę przez powstałą tak dziurę i otworzyć drzwi klamką z wewnętrznej strony. To też zrobiłam, weszłam do domu, łapnęłam, co potrzebowałam  plus garść chusteczek, którymi poowijałam poharatane ręce (spotkanie pierwszego stopnia z szybą nigdy bez konsekwencji) i pobiegłam. Wreszcie mieliśmy się zobaczyć!
Zupełnie się wtedy nie zastanawiałam, jak wytłumaczę Babci, że dwudziestego piątego czerwca jej oryginalne stare drzwi straciły środkową zdobioną szybę. A - wiedziałam - takiej już nie znajdzie.

 

 

*
Podobno od razu wiedział, że to ja (wspominałam mu, że przyjdę w płaszczu z chusteczek higienicznych?).
Ale ja też poznałam go od razu. Jakbym spotkała go przedtem już milion razy. Był mi tak bliski, że nie wahałam się ani chwili - biegłam prosto do niego, chociaż patrzyłam pod słońce, on był daleko i właściwie nie wiem, co mówiło mi, że ten chłopak gdzieś na horyzoncie to właśnie on.

 

On D

 

*
Chłopak z internetu.
Mówiliśmy o sobie, że jesteśmy tylko zapisem literek między nieskończoną liczbą połączonych ze sobą kabelków.
Że każde z nas może zniknąć w dowolnej chwili. Że wcisnąć delete jest łatwo.

 

Ale On nie zniknął.
Był zawsze, codziennie, obojętnie kiedy otworzyłam mailową skrzynkę.
Biegłam do niego opowiedzieć, co mnie wkurzyło, co zasmuciło, z czego jestem dumna i czego ma mi pogratulować.

 

Mijały tygodnie, a my wiedzieliśmy o sobie niemal wszystko, poza tym, skąd jesteśmy i gdzie mieszkamy. Właściwie nie chciałam niczego więcej wiedzieć. Mogłam się łudzić, że tak naprawdę mieszka gdzieś blisko, że być może zdarzyło nam się już gdzieś mijać na ulicy. To było fajne, tak czuć, że wszystko jest możliwe. A jeśli nagle powiedziałby mi, że mieszka na końcu świata? Poczułabym, że być może nigdy się nie spotkamy.
- Zgadnij, skąd jestem - napisał w końcu.
- No, ale jakoś mi podpowiedz.
- Daleko ze wschodu.
- Dla mnie to Ty możesz być nawet z Indii! - bezmyślnie palnęłam nazwę najbardziej egzotycznego kraju, jaki przyszedł mi do głowy.
Nieważne było, skąd jest, ważne by nie znikał.

 

Zapadła tak długa cisza, że zaczęłam się zastanawiać, czy łącze się zerwało, czy pogniewał się, że uciekam od odpowiedzi.
A potem na moim monitorze pojawiły się Dwa Słowa.

 

 

- SKĄD WIESZ?!

 

 

My D
(fot. M. Marzec)

 

*

Szybę w babcinych drzwiach zbiłam jakieś pół roku po tym, jak napisałam do niego pierwszą wiadomość. Znalazłam jego tekst w Internecie i po prostu napisałam. Jakby coś koniecznie kazało mi się odezwać, zostawić jakiś ślad.
Odpisał.
I potem pisał już codziennie.
To było w czasach, kiedy blogi prowadziło się pod pseudonimem, w rogu monitora obowiązkowo miało się ikonkę żółtego słoneczka, a z maila ciągle kasowało się jakieś dziwne zaproszenia do portalu na F, bo nikt jeszcze za bardzo nie wiedział co to.

 


Tyle nas dzieliło!
Urodziliśmy się i przez połowę życia mieszkaliśmy w krajach oddalonych od siebie ponad 10 tysięcy kilometrów.
Ja mijałam na ulicy czarno-białe kotki, on podglądał małpie rodzinki.
Ja mówiłam dom, a on mówił bari.
Poza tym potrafił chodzić w skarpetkach i japonkach jednocześnie, lubił kożuch z mleka i co jakiś czas występował na scenie (do dziś dwie z tych trzech rzeczy są dla mnie zupełnie nie do pomyślenia).

 

Łączyło nas jednak jeszcze więcej.
Nagle okazało się, że świat można wywrócić do góry nogami, jak się odpowiednio mocno nim trzęsie.

 


Milosc D

 


Tyle się wydarzyło od tamtej pory!

Wypiliśmy razem morze herbaty w setkach różnych smaków.

Spacerowaliśmy po Camden Town, kupowaliśmy bindi w Kalkucie, przesiadywaliśmy wieczorami na Jenzig i trzęsąc się z zimna, jedliśmy kanapki nad Czarnym Stawem. (O, a pamiętasz, Samu, jak nie umiałeś za mną nadążyć, bo zamiast nordic walking, uprawiałam bieg po Parku Śląskim, uciekając przed dzikami?)

Było tyle tornad na przemian z tęczami, zapachem muffinów, fajerwerkami, szalonym biegiem indyjskich słoni i gradobiciem, że jakby to namalować to brakłoby mi kolorów. A zestaw pasteli mam całkiem pokaźny.

Jestem z niego taka dumna codziennie.

I nadal chce mi się pakować mu co rano obiad do pracy.

Nigdy nie kupił mi bukietu kwiatów, ale zbudował dla mnie kalejdoskop, kalecząc ręce, jak ja przy pierwszym spotkaniu (poświęcenie razy milion!).

I kiedy pracujemy nad czymś razem, kreatywność eksploduje. To tak, jakby nasze myśli, spotykając się, generowały potężny wybuch asteroidy, a potem leci confetti z pomysłami.

Ma więcej blizn na dłoniach niż Tamtego dwudziestego piątego czerwca, ale wiecie, trzyma mnie za rękę dokładnie tak, jak wtedy.

I w ogóle.
A w tym w ogóle, musicie wiedzieć, zawiera się wszystko, czego nie chcę powiedzieć ;)

 


Dziś mija rok, od kiedy jestem jego żoną.
Wciąż jeszcze uwielbiam patrzeć na obrączkę na palcu, gdy jak teraz, rytmicznie uderzam palcami w klawiaturę.
A zaraz zrobię kawę, w dwóch kubkach. Najlepiej.

 

 

Sd D

 

 

Marzy mi się taka koszulka...
Z przodu byłoby napisane: Mam męża. Ściągnęłam go z netu., a z tyłu: To wszystko przez bloga!
Jeszcze taką stworzę.

 

Dobrze, że jesteś, S.

 

 

 

Nie masz odpowiednich praw.

O mnie

Dagu Small

 

Z wykształcenia jestem psychologiem społecznym. Piszę, redaguję, tworzę ilustracje, czasem również wcielam się w rolę konferansjera. Jestem autorką książek Sen na jawie. Tuż za rogiem oraz Sen na jawie. Halny.

 

Pasja wypuszczania w świat słów lekkich i nieraz intrygująco dziwnych pozwala mi czasem czarować.

Zawsze mam ze sobą worek pomysłów i detektor czterolistnych koniczyn.

No i uwielbiam patrzeć, jak muffiny rosną w piekarniku!

 

MASZ USZY? MASZ POMYSŁ!

POMYSŁY RODZĄ SIĘ MIĘDZY USZAMI.

 

więcej...

 

Sen Studio

Sen Studio Kwiaty

 

Piękne, ręcznie malowane ilustracje,
wzory na produkty, 

plakaty,

zaproszenia ślubne 

 

>> ZOBACZ <<

 

 


Copyright © dagonfly.pl 2012-2017 - Developed by Samuel Sen